Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przystawki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przystawki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 czerwca 2013

Spring rolls

Upał skutecznie odbiera apetyt. Nie mam ochoty na nic ciepłego, czy tłustego. Co innego lekkie, świeże i soczyste małe posiłki. Tak, jak mój dzisiejszy - szybki, prosty i bardzo smaczny.
Spring rollsy z jajkiem, awokado, rzodkiewkami, ogórkiem, dymką, natką pietruszki i tymiankiem. Wszystko posiekane, wymieszane z łyżką oleju i odrobiną sosu sojowego i zawinięte w zwilżony ciepłą wodą papier ryżowy.


Gotowe w 5 minut. Zawartość zawiniątek można dowolnie komponować - ma być lekko, zdrowo, a przede wszystkim smakowicie.

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

I cóż, że ze Szwecji, czyli łosoś szkocki z "Morskiego Oka" i lody korperkowe.


Zbliża się majówka, czyli czas, gdy statystyczny Polak: po pierwsze stara się maksymalnie wydłużyć i tak już długi majowy weekend, po drugie odpala grilla, a po trzecie stoi w korkach, żeby wyjechać z miasta i udać się w jak najbardziej zatłoczone w tym czasie miejsce. We wszystkich tych trzech czynnościach odnajduję pewien wspólny element - rywalizację.
Czy jestem zatem Polką? Czy spełniam wszystkie powyższe warunki?
Grilla przecież nie używam, a mój długi weekend będzie raczej krótki. Mam jednak coś na swoją obronę - dziś odwiedziłam Morskie Oko. I zrobiłam tam zakupy.
Czasem tak mam, że jak się na coś uprę, to nie ma mocnych, muszę to zrobić. Ostatnio uparłam się na surową rybę, czyli na gravlax*.

 

 

Surowe mięso często wzbudza kontrowersje (tym bardziej surowa ryba). Żeby móc ją zjeść bez obróbki termicznej, trzeba przede wszystkim kupić rybę "najwyższej jakości", ze sprawdzonego źródła. Tak też zrobiłam. Wsiadłam w tramwaj numer 18 i pojechałam na Mokotów. Wysiadłam na przystanku Morskie Oko, by tam, w jednym ze sklepów rybnych (malutkim, ciaśniutkim, niepozornym, mocno old-schoolowym, trącącym rybą - bo czymże niby miałby trącić?) kupić porządny kawał łososia szkockiego - jak już wspomniałam "najwyższej klasy"**. Jakie tam były cuda! Będą mi się śniły jeszcze długo - to pewne! Ryby dziwne i dziwniejsze, ośmiorniczki, krewetki, przegrzebki... Zawstydzona zaobserwowaną tam wyższością treści nad formą, wyszłam z pięknym łososiem szkockim, którego  - tak jak sobie postanowiłam - zamierzam przerobić na gravlax.
Kilka niezbędnych dodatków, 36 godzin*** leżakowania w lodówce i będzie gotowy ****- akurat na 1 maja.


 
Podsumowując: majówkę najlepiej zacząć od wizyty w jakimś uroczym miejscu (np. w Morskim Oku, a dokładnie w sklepie rybnym). Ale to nie koniec atrakcji, bo jak majówka, to musi być coś jeszcze, na przykład wizyta w Limonii. A tam... No,... gofrów tam nie serwują.

 


* Gravad lax - czyli skandynawski sposób na specjalnie marynowanego, ale wciąż surowego łososia.
** Cytat z właściciela - niezwykle barwnej postaci.
***Jak ja to wytrzymam?
**** Dokładny przepis już wkrótce - za około 36 godzin.

czwartek, 13 września 2012

Karczochy

Pod nieobecność drogiej Pani S, postanowiłam panoszyć się na blogu, ktoś w końcu musi dbać o to, żeby blogosfera zupełnie nie zamarła. Dziś będzie prosto, co nie oznacza, że prostacko, bo to danie raczej z gatunku tych wykwintnych, choć i to nie do końca prawda. Bo jak tu być "ęą", kiedy trzeba jeść rękoma oraz mlaskać? Na dodatek nie najemy się zbytnio, bo jadalnych części karczoch nie ma za wiele, ale słowo daję i tak warto! Miałam sporo zabawy odrywając listek po listku i wysysając mięsistą część każdego z nich, żeby w końcu dotrzeć do sedna sprawy, czyli serca.




Moje karczochy zwyczajnie ugotowałam - nie chciałam żeby cokolwiek zdominowało ich delikatny smak. Wcześniej zajrzałam do "Kuchni Neli" Anieli Rubinstein, która radzi, żeby odróżnieniu od innych warzyw, karczochy gotować do miękkości, jednocześnie uważając, żeby się nie rozpadły podczas gotowania.
Górną część warzywa należy odciąć mniej więcej na wysokości trzech czwartych, a pozostałe listki przyciąć nożyczkami. Przycięte listki należy posmarować sokiem z cytryny, żeby nie ściemniały. Karczochy gotujemy w osolonej wodzie z dodatkiem liści laurowych, ziaren czarnego pieprzu, ząbków czosnku, oraz połówek cytryny (możemy wykorzystać te, którymi smarowaliśmy warzywo). Ugotowane karczochy polałam oliwą i danie było gotowe. Prawda, że to proste?



czwartek, 30 sierpnia 2012

Faszerowane kwiaty cukinii

Trzeba by zacząć od tego, że kwiaty cukinii nie są powszechnie dostępne. O wiele łatwiej kupić (tylko nie wiem po co) przerośnięte cukiniowe monstra. Dostępność kwiatów cukinii na straganach jest mniej więcej porównywalna z dostępnością kwiatu paproci, kiedy więc znalazłam je w Zielonym Jazdowie, kupiłam bez chwili zastanowienia.
Cukinia ma dwa rodzaje kwiatów: męskie i żeńskie. Obydwa rodzaje są jadalne. Żeńskie, to te zakończone owocem. Zazwyczaj smaży się je w cieście, wcześniej faszerując. Kwiaty szybko więdną, więc trzeba się spieszyć i najlepiej zużyć je tego samego dnia, w którym zostały zerwane.


Składniki
kwiaty cukinii
ser ricotta
kilka filecików anchois
garść listów świeżej bazylii
sól
pieprz
ewentualnie ostra papryka
mąka
gazowana woda mineralna
olej do smażenia (np, z pestek winogron)


Anchois i bazylię siekamy i dokładnie mieszamy z serkiem ricotta, doprawiamy solą i pieprzem, jeśli chcemy, żeby danie było ostrzejsze, możemy dorzucić płatki ostrej papryki. Ostrożnie rozchylamy płatki kwiatu cukinii, usuwamy słupek i nakładamy farsz (możemy ułatwić sobie życie i zrobić to przy pomocy szprycy do dekorowania tortów), następnie zawijamy płatki, tak jak byśmy zakręcali folię na cukierku. Przygotowujemy ciasto, mieszając mąkę z wodą mineralną i lekko solimy. Ciasto powinno mieć konsystencję gęstej śmietany, czyli przypominać ciasto naleśnikowe. Każdy kwiat maczamy w cieście i smażymy, najlepiej w głębokim tłuszczu. Nadmiar tłuszczu odsączamy na ręczniku papierowym. Natychmiast podajemy.
Faszerowane kwiaty cukinii są doskonałą przystawką lub lekkim samodzielnym daniem. Przyznam szczerze, że nie potrafię podać dokładnych proporcji, bo wszystko robiłam na tzw. oko.


Jeśli któryś z panów, z jakichś przyczyn, chciałby zyskać sobie moją przychylność ofiarowując mi kwiaty, niech od razu daruje sobie róże, konwalie, a nawet słoneczniki. Niech lepiej postara się o bukiecik kwiatów cukinii, męskich lub żeńskich - wszystko mi jedno, mogą być nawet faszerowane, wtedy ewentualnie może liczyć, że jego akcje pójdą w górę...