Kocham pomidory! Bez nich życie byłoby nieznośnie nudne. Lubię je w każdej postaci, więc szukam nowych pomysłów i inspiracji. Stąd też pomysł, żeby je zamarynować.
Marynowane pomidory* (proporcje na 1i1/2l)
1 i 1/2 kg pomidorów (najlepsze będą małe - np. koktajlowe)
2 ząbki czosnku
kilka listków świeżej bazylii i gałązki
kilkanaście ziaren kolorowego pieprzu
200 ml octu jabłkowego
400 ml cukru
600 ml wody
2 łyżeczki soli
Pomidory myjemy i nakłuwamy ostrym nożem. Gotujemy zalewę z : octu, wody, cukru i soli. Czosnek kroimy w plasterki. Słoiki napełniamy warstwowo: pomidorami, czosnkiem, ziarenkami kolorowego pieprzu, gałązkami tymianku i bazylią. Następnie zalewamy ostudzona zalewą. Słoik zakręcamy szczelnie.
* Przepis pochodzi z Food&Friends (Numer 11, Październik 2012)
środa, 17 lipca 2013
wtorek, 16 lipca 2013
Sałatka z bobu, fasolki szparagowej i cukinii, czyli przepis na to, jak zzielenieć z radości
Dobór składników do tej letniej sałatki był bardzo prosty. Kompozycja zawiera głównie zielone składniki, bo to kolor świeżości i lata.
Poszłam więc na bazar z postanowieniem, że będę monotematyczna. Wybierałam kolejno: najpierw bób, potem zieloną fasolkę szparagowa, młodą cukinię, natkę pietruszki.
Reszta składników to tylko dodatki, które dobrze komponują się z zieleniną: quinoa, czosnek, oliwa i orzeszki piniowe.
Bób, fasolkę i komosę ryżową gotujemy w osolonej wodzie (w oddzielnych naczyniach). Cukinię smażymy krótko na oliwie z czosnkiem i solą. Wszystko mieszamy w dużej misce. Dodajemy ulubione przyprawy oraz sos pesto, czyli czosnek utłuczony w moździerzu z solą, a następnie z natką pietruszki oraz oliwą z oliwek. Całość posypujemy orzeszkami piniowymi. Serwujemy wedle uznania - na ciepło lub na zimno.
Poszłam więc na bazar z postanowieniem, że będę monotematyczna. Wybierałam kolejno: najpierw bób, potem zieloną fasolkę szparagowa, młodą cukinię, natkę pietruszki.
Reszta składników to tylko dodatki, które dobrze komponują się z zieleniną: quinoa, czosnek, oliwa i orzeszki piniowe.
Bób, fasolkę i komosę ryżową gotujemy w osolonej wodzie (w oddzielnych naczyniach). Cukinię smażymy krótko na oliwie z czosnkiem i solą. Wszystko mieszamy w dużej misce. Dodajemy ulubione przyprawy oraz sos pesto, czyli czosnek utłuczony w moździerzu z solą, a następnie z natką pietruszki oraz oliwą z oliwek. Całość posypujemy orzeszkami piniowymi. Serwujemy wedle uznania - na ciepło lub na zimno.
poniedziałek, 15 lipca 2013
Jagody
Jak wiele wysiłku potrzeba, żeby zebrać większą (niż tylko garść) porcję jagód wie ten, kto sam tego choć raz spróbował. Umysł wypiera negatywne wspomnienia i pozostawia jedynie myśl, że zbieranie jagód to sama przyjemność obcowania z naturą, zakończona nagrodą w postaci jagodowych korali.
Nie wiem kiedy był ostatni raz. Nie pamiętam, więc musiało to być dawno.
Wczoraj nastąpił powrót do przeszłości: wyścig z czasem i z konkurentami. Kto zbierze ich więcej? Kto szybciej wypełni kubeczek? Kto wygra ten wyścig?
A po powrocie do domu pojawia się kolejny dylemat: co z nimi zrobić? Ciasto drożdżowe? Pierogi?
Nie, bo... na początku był jogurt!
Jogurt z jagodami i miodem
Gęsty jogurt naturalny mieszamy z miodem* (ewentualnie z syropem z agawy) i dodajemy świeże jagody.
Nic więcej nie jest potrzebne. Tak o poranku smakuje szczęście!
* Najlepiej z miodem lipowym, ale wiem, że jeszcze chwilę trzeba na niego poczekać.
Nie wiem kiedy był ostatni raz. Nie pamiętam, więc musiało to być dawno.
Wczoraj nastąpił powrót do przeszłości: wyścig z czasem i z konkurentami. Kto zbierze ich więcej? Kto szybciej wypełni kubeczek? Kto wygra ten wyścig?
A po powrocie do domu pojawia się kolejny dylemat: co z nimi zrobić? Ciasto drożdżowe? Pierogi?
Nie, bo... na początku był jogurt!
Jogurt z jagodami i miodem
Gęsty jogurt naturalny mieszamy z miodem* (ewentualnie z syropem z agawy) i dodajemy świeże jagody.
Nic więcej nie jest potrzebne. Tak o poranku smakuje szczęście!
* Najlepiej z miodem lipowym, ale wiem, że jeszcze chwilę trzeba na niego poczekać.
niedziela, 14 lipca 2013
środa, 10 lipca 2013
Z pamiętnika działkowca - agrest
Dawno żaden owoc nie sprawił mi tyle radości. Nawet truskawki, maliny, czy morele... Szukałam czegoś innego i dziś znalazłam. Po prostu agrest!
poniedziałek, 8 lipca 2013
Porzeczkowy winegret
Tradycyjna wizyta na targu musi skończyć się dźwiganiem dziesięciu wypełnionych po brzegi toreb. Świetna alternatywa dla znienawidzonej przez mnie siłowni, więc narzekać nie mogę. Tak naprawdę mogę tylko żałować, że rączki mam tylko dwie i nie mogę zabrać ze sobą wszystkiego, co tam widziałam. A widziałam wiele i na większość miałam ochotę.
I tak właśnie powstała pewna sałatka - z tego, czego w lipcu nie może zabraknąć w moim jadłospisie: z bobu, młodej marchwi, czosnku, natki pietruszki i porzeczek. Ale najważniejszy był sos!
Porzeczkowy winegret:
1 duża garść czerwonych porzeczek
1-2 łyżki oliwy z oliwek
kilka kropel octu balsamicznego
1 łyżeczka miodu (ewentualnie syropu z agawy lub cukru trzcinowego)
kilka listków świeżego tymianku
szczypta soli
Porzeczki myjemy i pozbawiamy gałązek. Przecieramy przez sitko, żeby pozbyć się pestek i skórek. Do przetartych owoców dodajemy cukier/miód lub syrop z agawy, odrobinę soli oraz kilka kropli octu balsamicznego. Na sam koniec - cienką stróżką wlewamy oliwę z oliwek. Dokładnie mieszamy i dodajemy tymianek. I gotowe!
Doskonały dodatek do prostych sałat lub serów (kozich lub Korycińskich) - rubinowy, piękny i taki w smaku... nieoczywisty!
I tak właśnie powstała pewna sałatka - z tego, czego w lipcu nie może zabraknąć w moim jadłospisie: z bobu, młodej marchwi, czosnku, natki pietruszki i porzeczek. Ale najważniejszy był sos!

Porzeczkowy winegret:
1 duża garść czerwonych porzeczek
1-2 łyżki oliwy z oliwek
kilka kropel octu balsamicznego
1 łyżeczka miodu (ewentualnie syropu z agawy lub cukru trzcinowego)
kilka listków świeżego tymianku
szczypta soli
Porzeczki myjemy i pozbawiamy gałązek. Przecieramy przez sitko, żeby pozbyć się pestek i skórek. Do przetartych owoców dodajemy cukier/miód lub syrop z agawy, odrobinę soli oraz kilka kropli octu balsamicznego. Na sam koniec - cienką stróżką wlewamy oliwę z oliwek. Dokładnie mieszamy i dodajemy tymianek. I gotowe!
Doskonały dodatek do prostych sałat lub serów (kozich lub Korycińskich) - rubinowy, piękny i taki w smaku... nieoczywisty!
niedziela, 7 lipca 2013
Konfitura truskawkowo - porzeczkowa
Siódmy dzień lipca 2013 przechodzi do historii jako "Dzień porzeczki". Czy ktoś napisał już może książkę kulinarną "Sto potraw z porzeczki"? Jeśli nikt jeszcze nie wpadł na ten pomysł, to ja chętnie się tym zajmę. Ten owoc ma potencjał, bo sprawdzi się na surowo - na przykład jako główny składnik vinegretu*, a także przetworzony - jako kompot, albo jeden ze składników konfitury (np. truskawkowo - porzeczkowej).
Konfitura truskawkowo - porzeczkowa (proporcje wedle własnego uznania)
truskawki + porzeczki (około 1/4 porcji truskawek) + cukier + porcja cierpliwości i wolnego czasu
Owoce myjemy i pozbawiamy szypułek lub gałązek. Osuszamy na papierowym ręczniku, a następnie przesypujemy do dużej miski i zasypujemy cukrem. Przykrywamy szczelnie folią i wstawiamy na noc do lodówki. Następnego dnia smażymy krótko (na bardzo małym ogniu). Po kilku minutach (częstego mieszania), wyłączamy gaz - odstawiamy naczynie z palnika i czekamy aż owoce wystygną. Cały proces powtarzamy około 4 - 5 razy (aż owoce zgęstnieją). W ten sposób unikniemy przypalenia, bo kto chciałby jeść przypaloną konfiturę?
Jeszcze gorącą przekładamy do wyparzonych słoików.**
* W następnej odsłonie porzeczka pojawi się właśnie w vinegrecie.
** Jeśli chcemy przechowywać konfiturę dłużej, napełnione słoiczki powinniśmy poddać pasteryzacji.
Ja moją konfiturę zjem ekspresowo (np. na toście z ricottą), więc zupełnie nie zaprzątam tym sobie głowy.
Konfitura truskawkowo - porzeczkowa (proporcje wedle własnego uznania)
truskawki + porzeczki (około 1/4 porcji truskawek) + cukier + porcja cierpliwości i wolnego czasu
Owoce myjemy i pozbawiamy szypułek lub gałązek. Osuszamy na papierowym ręczniku, a następnie przesypujemy do dużej miski i zasypujemy cukrem. Przykrywamy szczelnie folią i wstawiamy na noc do lodówki. Następnego dnia smażymy krótko (na bardzo małym ogniu). Po kilku minutach (częstego mieszania), wyłączamy gaz - odstawiamy naczynie z palnika i czekamy aż owoce wystygną. Cały proces powtarzamy około 4 - 5 razy (aż owoce zgęstnieją). W ten sposób unikniemy przypalenia, bo kto chciałby jeść przypaloną konfiturę?
Jeszcze gorącą przekładamy do wyparzonych słoików.**
** Jeśli chcemy przechowywać konfiturę dłużej, napełnione słoiczki powinniśmy poddać pasteryzacji.
Ja moją konfiturę zjem ekspresowo (np. na toście z ricottą), więc zupełnie nie zaprzątam tym sobie głowy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















